Forum www.forumnevermore.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Opowiadanie pisane pod wpływem piosenki

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.forumnevermore.fora.pl Strona Główna -> Twórczość literacka / Fan Fiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eurydyka
Moderator



Dołączył: 29 Sie 2012
Posty: 50
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: śląskie
Płeć: Isobel

PostWysłany: Nie 10:54, 03 Lut 2013    Temat postu: Opowiadanie pisane pod wpływem piosenki

Unoszę rękę pod sam nos, by jeszcze raz obejrzeć swoje świeże rany. Dotykam skórę na nadgarstku kciukiem i stękam z bólu. Zaczerwienienie po oparzeniu szczypie, lecz nie mam maści, by ulżyć swoim nerwom. Spoglądam z nadzieją na apteczkę, chociaż wiem, że nic tam nie znajdę. Drewniany stelaż pudła z lekarstwami stoi pusty od ponad trzynastu lat. Nikt nie zdołał go nigdy uzupełnić. Nawet sama ja. Posyłam ostatnie spojrzenie w jego kierunku.
Powoli kuśtykam w stronę swojego pokoju. Otwieram drzwi i mrużę oczy. Zapomniałam, że kilka minut wcześniej w tym pokoju rozegrała się kolejna awantura z udziałem ojca i moje okna zostały pozbawione firanek, jak i zasłon. Zakładam okulary przeciwsłoneczne i dopiero bardziej wnikam w przestrzeń własnego pokoju. Siadam rozważnie na potarganej poszewce z kołdry. Zakrywam twarz dłońmi i ronię łzę.
Przemoc w moim domu była od zawsze odkąd pamiętam. Na samym początku doświadczała jej tylko matka, lecz gdy osiągnęłam wiek pięciu lat karny klaps został odmierzony również i mnie. Dostawałam za każdą błahostkę. Wystarczyło, że ojciec przypominał sobie mój płacz po nocach i z determinacją ściągał skórzany pas. Uderzanie kawałkiem materiału znosiłam z zaciśniętymi zębami, lecz najgorsze przyszło z czasem. Matka już dawna wyrwała się z tego letargu. Zazdroszczę jej tego, nienawidząc ją o takiej samej sile. Zostawiła mnie z tym potworem. Odeszła.
Podnoszę z podłogi moją kosmetyczkę i zmierzam w kierunku łazienki. Przyciemnione żarówki co chwilę migają. Odkładam okulary na umywalkę i zrywam zakrwawioną koszulę. Dokładniej przyglądam się swoim ranom. Dzisiaj skończyło się jedynie na sześciu uderzeniach pasem, oberwaniu starą połamaną parasolką i przypalaniu papierosami. Niestety moja skóra odmówiła posłuszeństwa. W chwili zbliżenia się okrutnej broni do mojego ciała otworzyły się stare rany, z którymi walczyłam od dłuższego czasu.
Ściągam przestarzałą frotkę z dezodorantu i w pośpiechu związuje niedbale moje włosy. Przez chwilę przyglądam się sobie w lustrze. Odbicie w nim nie przypomina mi starej mnie. Mam wrażenie, że stoi przede mną marna kopia worka treningowego. Edycja limitowana - ludzkie narzędzie do wyżywania się. Odkrywam w lustrze znajome zimne niebieskie oczy, które ledwo są zauważalne. Fioletowo - żółty siniak widoczny na bladej skórze w okolicach lewego policzka puchnie. Wyczuwam, że następnego dnia pojawi się następna paleta bolesnych kolorów. Ochlapuję twarz chłodną wodą, mocząc przy tym kilka czerwonych kosmyków, które umknęły spod warstwy gumki. Sięgam po gąbkę, by po chwili obmywać nią zakrwawione ciało. Nacięcia szczypią. Zaciskam zęby, by nie wydać z siebie kolejnych jęków. Próbuję walczyć ze swoimi słabościami. Niestety. Nie wychodzi mi to za dobrze.
W chwili, gdy zakładam świeżą koszulę ktoś puka. Zrywam frotkę z włosów i pozostałością po grzywce próbuję zasłonić zmasakrowaną twarz. W pewnym sensie mi to wychodzi, lecz efekt nie jest porażający.
Otwieram drzwi i do pokoju pewnym krokiem wkracza Melody. Staje naprzeciw mnie i lustruje swoim gniewnym wzrokiem. Łapie moją twarz w szpony, drażniąc skórę sztucznymi paznokciami. Krzywi się z niesmakiem i mnie puszcza. Lekko się kołysze, ale łapię równowagę.
- Powinnaś lepiej to zakrywać - warczy, unosząc dumnie brodę.- Powinnaś używać fluidu. Tak jak ja.
- I udawać, że nic się nie dzieje?- odpowiadam jej takim samym tonem.
Melody śmieje się kwaśno.
- Wiesz jaki jest Paul - drapie się po głowie, demonstrując przy tym znak po papierosie na łokciu. Nerwowo zakrywa poparzenie rękawem.- Powinnaś już to wiedzieć. Masz przecież siedemnaście lat i trochę rozumu w głowie.
- Osiemnaście za pięć dni - machinalnie ją poprawiam.
- No to tym bardziej powinnaś ruszyć umysłem - wyciąga z kieszeni szlafroka brązową tubkę i kieruje ją w moją stronę.- Proszę. Powinien pasować do twojej karnacji - podkład.
Moją twarz wykrzywia grymas. Otrzeźwia mnie dopiero ból promieniujący od szczęki.
- Nie potrzebuję tego - zakładam dłonie na piersi. Nie mam ochoty brać tego do ręki, a jeszcze bardziej smarować tym swoją twarz.
Melody wciska mi go między ręce a klatkę piersiową.
- Nie bądź niemądra.
I wychodzi, zanim zdążę jej odpowiedzieć.
- Odezwał się geniusz dający się tak samo tłuc i poniżać.
Rzucam podkład na łózko i wracam do łazienki. Wychodzę z niej obładowana ciuchami, które traktuję tak samo jak kosmetyk. Przyglądam się uważnie kilku bluzom i z żalem odrzucam je na kupkę do wyrzucenia. Liczne ślady podpalania im nie służą, więc muszę się ich pozbyć. Żałuję ich trochę, ale nic na to nie mogę poradzić. Najwyżej zaoszczędzę kilka groszy i pójdę kupić nowe, chociaż środki przeciwbólowe przydałyby mi się o wiele bardziej. Przygryzam wargę i pojedyncza łza spływa po obolałej części twarzy. Ścieram ją niebieską bokserką, która również zostanie wyrzucona.
Nie powinno się przywiązywać do przedmiotów, jednak w moim przypadku taka miłość była najlepsza. Wiedziałam przecież, że bluzka czy nawet majtki wyprodukowane w Chinach mnie nie skrzywdzą. Nie to co ludzie, których się nazywa swoimi bliskimi. Skórzana spódnica nigdy na ciebie nie nawrzeszczy, nie nawtyka, że źle położyłaś talerz na stole. Nie zapragnie pewnego razu wziąć z komody wieszak i stłuc cię do nieprzytomności. Ona cię prędzej zrozumie, niżeli kat.
Odrzucam tamte myśli i powracam do segregacji. Szczypie mnie skóra, lecz próbuję nie zwracać na to uwagi. Trzy obrzmiałe koła na nadgarstku próbują mnie zmusić do szybkiej interwencji, lecz ignoruje je. Najwyżej pocierpię kilka dni dłużej.
Znajduje w starej drewnianej skrzyni czarny worek i wkładam do niego moje wspomnienia. Zawiązuje go szczelnie i rzucam pod łóżko. Mam zamiar wyrzucić go później. Staję niepewnie przy trzydrzwiowej szafie i wyjmuję z niej starą tunikę z przybrudzonymi rękawami. Zakrywają one idealnie siniaki, więc nie mogę narzekać. Naciągam ją na siebie z jękiem. Zatrzaskuje drzwi i przyglądam się w lustrze. Nadal wyglądam jak nastoletnia bokserka, ale już mniej rzucam się w oczy.
Spoglądam niemrawo w stronę podkładu, który dała mi Melody. Macocha na samym początku znajomości z ojcem go nie używała. Uchodziła za osobę, która ceni w sobie naturalność. Odkąd się pobrali nie rozstaje się już z makijażem. Również nie nosi sukienek z dekoltem, które tak uwielbiała. Niegdyś nieskazitelnie gładka cera zamieniła się w pomarszczoną, nieco wysuszoną. Widziałam kilka razy blizny po żyletce w tamtych miejscach, ale nie odzywałam się. Wiedziałam co przeżywa.
Zabieram z łazienki okulary i schodzę na parter na palcach. Rozmyślam każdy ruch, by tylko nie podpaść. Siadam na zimnej podłodze pozbawionej futrzanego kremowego dywanu i z trudem zakładam znoszone adidasy. Mam problem z zasznurowaniem prawego, ale cierpliwość zostaje doceniona i po chwili stoję wyprostowana i prawie gotowa do wyjścia. Narzucam fioletowy płaszcz sięgający mi do kolan i zapinam szybko guziki. Zakładam okulary na nos i wychodzę z domu.
Muszę odetchnąć od tego domu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.forumnevermore.fora.pl Strona Główna -> Twórczość literacka / Fan Fiction Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Programosy.
Regulamin